Blog

Dziennik pokładowy pewnego samochodu.

Powrót do strony głównej RSS

2016-04-08Podsumowanie 2015

Rok 2015 był dla wisienki, podobnie jak poprzednie, raczej leniwy.

TO czyni każdą wyprawę tym autem spektakularnym wydarzeniem do którego należy się przygotować oraz który kosztuje bardzo dużo.

Zapraszam do podsumowania kosztów w 2015 roku.

skomentuj

2015-05-12Podsumowanie 2014

Nadal nie zdecydowałem o dalszych losach mojej miłości.

Ponieważ w 2014 roku nie przejechała zbyt wielu kilometrów, koszt przejechania jednego kilometra jest bardzo duży (ponad 2 zł!) i nie zmienia faktu, że pierwszy raz od dawna paliwo jest znacznie tańsze niż rok temu.

Wiśnia nadal cieszy me oko i może teraz to jest jej główny cel istnienia?

Zapraszam do dokładniejszej listy wydatków za rok 2014.

skomentuj

2014-12-2830 lat minęło jak jeden dzień...

Kiedyś myślałem, że gdy moja wisienka będzie miała w końcu trzydziestkę, to będzie szampan, kawior i szaleństwa. Tymczasem jak to często bywa, planowanie nie zawsze się udaje.

Wiśnia przeżyła swoje urodziny bez tortu, bez fanfar i bez głośnego sto lat.

Może to dlatego, że już nie wzbudza takiego zainteresowania jak kiedyś. Może też dlatego, że nie mam pojęcia co z nią zrobić, jaki jest jej cel i do czego to wszystko zmierza.

Tym nie mniej trzydziestolatek na naszych drogach to rzadkość, więc gdybyś przypadkiem zobaczył(a) ją na drodze lub parkingu, pamachaj do niej wesoło. Bo jeszcze ciągle jeździ, jeszcze wytrwałe serduszko bije i wcale nie wygląda jakby miało się poddać.

skomentuj

2014-05-21Dym spod maski

Pewnego pięknego dnia postanowiłem przejechać się wisienką. Ponieważ jazda tym autem poprawia dodatkowo humor, był on na naprawdę wysokim poziomie. Aż do czasu gdy zatrzymałem się kulturalnie na czerownym świetle i nagle zacząłem w samochodzie coś jakby się zaczynało palić.

Zjechałem z ulicy, stanąłem na poboczu i... dym zniknął. Dziwna sprawa - pomyślałem, zajrzałem pod maskę - wszystko w porządku, z sercem na ramieniu ruszyłem dalej. Dojechałem, tam gdzie chciałem dojechać - wszystko w porządku... Może coś się spaliło i już więcej się nie zapali - pomyślałem i rzeczywiście z trzy razy jechałem samochodem i nic niepokojącego me nozdrza nie wyczuły.

Wiśnia znowu postała sobie miesiąc i gdy znowu zapragnąłem nią pojechać ruszyła radośnie po to by po kilku kilometrach znowu zaczęło coś się palić. Wtedy już wiedziałem, że coś się musi niedobrego dziać gdy wiśnia stoi dłuższy czas na parkingu, ale nie był to smród zwierzęcia, raczej coś plastikowego. Podobnie jak przedtem zanim się zatrzymałem smród opuścił kabinę i śladu po przyczynie nie mogłem znaleźć.

Eksperyment, który miał znaleźć winowajcę był prosty - wiśnia poczekała dwa tygodnie na parkingu i wtedy zapaliłem ją na parkingu. Z otwartą maską obserwowałem co się tu może dziać. Okazało się, że to olej. Ten olej co sobie wycieka powoli z silnika kapie na rurę wydechową. Gdy rura się ogrzewa ten się spala. Dlatego dzieje się to tylko wtedy, gdy silnik długo nie jest zapalany i więcej oleju zbierze się na wydechu i jest tego oleju na tyle mało, że zanim się zatrzymam, już go nie ma.

Wymiana uszczelki staje się koniecznością.

skomentuj

2014-02-11Podsumowanie 2013

Kolejny rok za nami!

W 2013 roku po raz kolejny wisienka zajmowała się głównie zbieraniem kurzu i liści. Co nie zmienia faktu, że dziewczyna skora jest do zabawy i jeśli ją ładnie poprosisz to zabierze Cię na koniec świata.
Prawie.

Koszt kilometra jest bardzo wysoki i pewnie taniej byłoby raz na te dwa miesiące pożyczyć samochód, ale to nie to samo... nie ma wypożyczalni wisienek...

Szczegółowe Podsumowanie 2013 roku.

skomentuj

2013-03-27Skurczony pasek klinowy

Tak się jakoś złożyło, że pasek klinowy zaczął piszczeć. Piszczał, piszczał, aż zamilkł. W przeciwiństwie jednak do mojej przygody z paskiem, który pękł, tym razem pasek spadł ze swojego toru i był cały, tyle, że poskręcany trochę.

W sumie się ucieszyłem, bo pasek miał za sobą pewnie z tysiąc kilometrów i wyglądał całkiem dobrze. Okazało się jednak, że nie da się go założyć! Skrócił się pewnie o centymetr czy dwa i to wystarczyło, że mój układ oparty na alternatorze z Mitsubishi nie był w stanie zapewnić mu "miejsca do pracy".

Poświęciłem 20 zł i kupiłem nowy pasek tym razem firmy Gates. Jak na razie nie jest źle.

skomentuj

2013-02-27Lekarz zalecił wisienkę

Miałem ostatnio kłopoty ze zdrowiem (właściwie to nadal mam) i w czasie jedne z wizyt doktor spojrzała mi prosto w oczy i zapytała: "a ma Pan jakieś hobby?". Gdy wspomniałem o komputerach kobieta nadal patrzyła wyczekująco, dzieci jako hobby też słaby temat, ale gdy napomknąłęm, że mam prawie trzydziestoletni samochód i kiedyś klub całkiem prężnie się rozwijał, ale teraz siły i czasu mało to Pani dokŧór się ożywiła i powiedziła krótko: "to niech Pan znajdzie czas i siły"

Zapomniałem dodać, że jeszcze potrzebne są pieniądze :)

skomentuj

2013-01-29Podsumowanie 2012

W 2012 roku podjąłem ważną decyzję - naprawiłem wahacz. Ważna ta decyzja jest pod tym względem, że gdybym tego nie zrobił, wisienka musiałaby skierować swoje koła na cmentarz.

Poza tym mało nią jeździłem i mało mnie kosztowała. Ale, co tam, dopóki mogę sobie na nią pozwolić, będą nią jeździł.

W podsumowaniu uwzględniłem również opłatę OC za wisienkę, która nie miała oddzielnego wpisu.

Zapraszam do lektury.

skomentuj

2012-10-08Włamanie

Włamali się dzieciaki do mojego autka.

Włamali się, pogrzebali i oczywiście nic nie zrobili, ani nie ukradli. Cóż mieli ukraść, skoro radio marki daewoo na kasety (w dodatku zgubiłem panel) a i kasetami też nie byli zainteresowani. Podobnie nie wzruszyła ich latarka samochodowa, ani zestaw map sprzed kilku ładnych lat.

Nawet pojeżdzić sobie nie mogli, bo akumulator miałem w domu.

Przez tą przygodę przez chwilę myślałem, by nie zamykać drzwi w ogóle, z tym, że w Polsce mogłoby to być odebrane jako znak opuszczonego samochodu.

A moja wisienka takim nie jest.

skomentuj

2012-07-05Z drogi stary gracie!

Tak się złożyło, że mamy dwa samochody. Wisienkę i jej pra-pra-pra-pra wnuka (niekoniecznie z prawego łoża). I tak się jakoś składa, że jeżdżę wisienką szybciej. Jest to pewnie związane z moim podejściem do tego autka (przyjemność, nie potrzeba) jak i sportowym wnętrzem a może i tym, że zazwyczaj jeżdżę nią sam.

Najdziwniejsze jednak jest to, że gdy zachce mi się jechać wolno, to mnie inni użytkownicy drogi popychają. Przyklejają się do zderzaka, warczą a nawet trąbią! Tak jakby chcieli powiedzieć, że wisienka jest zbyt wolna na nasze drogi, zbyt zniszczona... A może czarny kolor i spojler z alufelgami budzi taką agresję? A może zapach gazu (i automatyczna myśl - stary grat zagazowany)? Nie wiem. A chętnie bym się dowiedział.

Jedno jest pewne - nie podoba mi się takie zachowanie. Co ciekawe, właściciele innych starych, ale bardziej kultowych aut mają zupełnie inne odczucia - częściej ich wpuszczają na drogę, uśmiechają się itp. Wisienka może kojarzy się bardziej z praktycznym niż rozrywkowym autem i przez to jest stawiana w jednym rzędzie z Daewoo Tico, VW Golf2 czy Skodą Favorit...

skomentuj

2012-05-26Wisienka się zawiesiła

Rzadko się zdarza, że zawieszają się urządzenia/maszyny, których jedynym elektronicznym elementem (o ile dobrze pamiętam) jest przerywacz od kierunkowskazów. A jednak. Jakiś miesiąc temu zajechałem do centrum handlowego i po zgaszeniu pojazdu nie byłem w stanie go odpalić. Użyłem wszystkich znanych mi tricków i niestety, żaden nie zadziałał. "Trudno, przynajmniej będzie stała w garażu" - pomyślałem i ją tam zostawiłem.

W międzyczasie raz jeszcze do niej zajrzałem. Odkręciłem i przyczyściłem przewód łączący rozrusznik z akumulatorem (fakt, że było słychać tylko "cyk" sugeruje, że albo nie ma wystarczającego natężenia prądu, albo mamy poważniejszy problem z rozrusznikiem (sprawa akumulatora odpada)), ale i to nie odniosło skutku. W końcu poprosiłem znajomego by mi pomógł (a znajomy, dobra dusza, nie odmówił) zapalić na pych. Tutaj, jestem winny wyjaśnienia dla młodszych czytelników - kiedyś samochód można było zapalić poprzez jego popchnięcie, nawet mając szczątkowe ilości prądu w akumulatorze - nie było pana-i-władcy-nie-żyjącego-bez-prądu: komputera.

Mini Morris pociągnął wisienkę (w dodatku tyłem) i ta dosyć niechętnie, ale jednak zapaliła. Przez ten miesiąc akumulator nieco się rozładował, ale nie przeszkodziło to w jeździe.

Po dojechaniu do domu spróbowałem zapalić. Zapaliła! Czyli winny nie był przewód, ani akumulator tylko po prostu szczotki w rozruszniku się zawiesiły, a ja zapomniałem, że wisienkę też czasami trzeba stuknąć.

skomentuj

2012-04-11Wyleczona.

Pewnego dnia prawe tylne koło wisienki zaczęło trzeć o nadkole. Przeraziło mnie to na poważnie, bo znaczyło, że koło prawie się nie trzyma i w zależności od zakrętu tarło bądź zewnętrzną, bądź wewnętrzną część nadkola. Takim autem nie można jeździć.

Zastanowiło mnie tylko jedno - tarcie o zewnętrzną część nadkola ma się nijak do teorii o raku - czyli wyginającym się podwoziu. Wjechałem więc do garażu i z drżącym sercem podniosłem auto. Chwyciłem koło i poruszałem nim. Czegoś takiego nie widziałem nigdy na oczy - mogłem koło przesunąć do przodu, do tyłu, do góry i na dół bez większego wysiłku. Zajrzałem pod spód - wahacz trzymał się tylko w jednym miejscu!

Podjechałem do blacharza. Nie był to blacharz z polecenia ani nigdy nic przedtem u niego nie robiłem, więc pewnie każdy kierowca zna ten brak zaufania. Auto Szubert na Słowackiego 22 w Gdańsku - 400 PLN wziął sympatyczny właściciel za naprawę tego, gwarantując jednocześnie, że przegląd przejadę oraz że wykonał swoją pracę należycie. Czas pokaże czy dobrze trafiłem. Pierwsze próby po odebraniu wisienki strasznie mnie ucieszyły.

skomentuj

2012-03-06Znów zapadłem w nią jak w toń...

Z moją wisienką to jest tak, że gdy jej nie widzę, nie jeżdżę, nie zajmuję się stroną to nie brak mi jej bardzo. Właściwie to dochodzę do wniosku, że nawet jej nie potrzebuję. Jednak przyszła zima i okazało się, że może warto mieć dwa samochody, szczególnie gdy ten drugi jest na gaz.

Zacząłęm znowu jeździć Nissanem Cherry. Prawie codziennie i w dodatku do pracy. Jeździłem do pracy dwudziestosiedmioletnim samochodem z uszkodzonym zawieszeniem. I stało się. Znowu poczułem to coś, czego nie daje mi nowszy o ponad dwadzieścia lat mitsubishi.

Wisienka jest jak stare dżinsy. Dla kogoś z boku nie wydaje się niczym specjalnym, ale na mnie leży jak ulał. Oglądałem ją sobie i właściwie z każdym jej elementem jest związana jakaś historia (wiele z nich jest opisanych w tym dzienniku, ale jeszcze więcej zdarzyło się zanim zacząłem prowadzić zapiski).

Czuję, że każdego dnia zbliża się moment, gdy będę musiał się z nią rozstać i może dlatego tak cieszę się z tych ostatnich chwil.

skomentuj

2012-02-10Podsumowanie 2011 i 2010 roku

Tradycyjnie już przygotowałem podsumowanie roku 2011 i 2010.

Szczególnie wydatki w roku 2010 dają do myślenia. Samochód nieużywany kosztuje prawie 50 PLN/miesiąc. I to jeszcze tak tani jak wisienka. Jeśli przejeżdżasz w ciągu roku tylko 100 kilometrów znaczy to, że każdy kilometr kosztuje prawie sześć złotych!

skomentuj

2011-12-29Leczenie złamanej nogi u chorej na raka

Pasek klinowy piszczał już od jakiegoś czasu. W końcu pewnego pięknego wieczoru pękł i nastała cisza.

Przejechałem bez paska jakieś dwa - trzy kilometry i pomimo tego, że nie było ciepło czułem, że silnik był rozgrzany dosyć bardzo.

Pasek klinowy to koszt około 19 PLN a jego wymiana jest trywialna. Zajęła mi około 10 minut - wystarczy poluzować alternator. Wymiana światła pozycyjnego jest bardziej skomplikowana ;-)

skomentuj

2011-10-28Jestem brudny

W miejscu gdzie aktualnie mieszkamy jest pewien kłopot z parkowaniem. Nasz rodzinny samochód stoi w podziemnym garażu, natomiast wisienka cierpliwie czeka przy ulicy. Przy ulicy, którą remontują. I kurzą. Straszliwie kurzą.

W związku z tym mamy następujące etapy "nieruszania" samochodu:

Na szczęście kilka złotych wydanych na myjni wystarcza, by wisience morda się uśmiechnęła

skomentuj

2011-10-09Oblany egzamin

Wyjazd na przystanek woodstock w sierpniu 2011 był swego rodzaju egzaminem dla wisienki. Czy moje dwudziestosiedmioletnie auto jest w kondycji przejechać ponad 600 km bezawaryjnie? Odpowiedź była brutalna - nie jest.

Drogę do Kostrzyna wisienka przebyła wspaniale. Jechało się cudownie. Szum i praca silnika i zawieszenia, ukochana obok, brak dzieci, oczekiwana impreza przed nami, fajna pogoda. Po prostu super. Zresztą jak wszystkie koncerty (no może poza Prodigy, ale to zupełnie inna historia).

Droga powrotna też nie przepowiadała kataklizmu. Około 100 km od Torunia usłyszeliśmy (bo jechała nas czwórka + pełno bagaży) hałas z tylnego prawego koła. Sprawa była dziwna, bo wyglądało na to że opona trze o wnękę nadkola, ale nie od góry (jak można się spodziewać w przeładowanym samchodzie), ale z boku. Dojechaliśmy do Bydgoszczy i tam zajęła się nią laweta.

Początkowo podejrzewałem uszkodzenie sprężyny. Jednak jakie było moje i mechanika zaskoczenie, gdy okazało się, że u niego wszystko ok. Nie ma tarcia! Dopiero gdy dociążył samochód zobaczył coś co go i mnie przeraziło.

Podwozie wisienki jest miękkie. Jest na tyle miękkie, że jeśli się je mocno dociąży to się ugina i... koło trze o wnękę.

Wisienka miała zawsze słabe nadwozie (wspomniałem o tym już nawet we wpisie dziesięc lat temu) a jest to jedna z rzeczy których naprawa jest zupełnie nieopłacalna z punktu widzenia finansowego oraz, co ważniejsze, bardzo ryzykowna - nikt nie zagwarantuje, że w drugim miejscu problem się nie pojawi.

Nadal serce moje jest z wisienką, ale głowa mówi wyraźnie pass

skomentuj

2011-09-17Problem dziesięcioletniej butli LPG

Najwyraźniej homologacje na butlę gazową nie lubią mnie za bardzo, bo drugą również zgubiłem. Podirytowany nieco tym stanem rzeczy zdecydowałem, że zamiast po raz drugi wysyłać prośbę o homologację na butlę, która w lutym 2012 straci ważność (tak to już prawie 10 lat), zrobię coś z tą butlą

Opcje były dwie:

Porównując obie opcje dochodzimy do wniosku, że badanie stanu butli, obarczone ryzykiem, że przedłużą tylko o dwa, trzy lata, kosztuje tyle co nowa butla. W dodatku w obu przypadkach trzeba butlę wyjmować i wkładać. Pojechałem zatem do firmy Auto Flesz w Lubiczu gdzie całość kosztowała 380 PLN. Dodatkowo straciłem kilka litrów gazu, który pozostał jeszcze w zbiorniku.

skomentuj

2011-08-18Ubezpieczenie

W 2010 jedynym kosztem samochodu było ubezpieczenie OC (którego nie można zawiesić). Nie było mi ono specjalnie potrzebne (ponieważ wisienką i tak nie jeździłem) więc czekało sobie na opłatę prawie 8 miesięcy. Kiedy w końcu zebrałem się i poszedłem opłacić ubezpieczenie okazało się, że jest znacznie droższe niż rok wcześniej (z 281 PLN na 414 PLN - 47 procent więcej!). Nadal ceny ubezpieczeń pojazdów w Polsce są znacznie niższe niż na zachodzie europy, ale różnica staje się coraz mniejsza.

Kiedy w tym roku postanowiłem ubezpieczyć się zgodnie z terminem przeżyłem kolejne zaskoczenie, gdyż ubezpieczenie na rok 2011/2012 jest tańsze niż to które płaciłem za rok 2010/2011 (395 PLN). Jedynym rozsądnym wyjaśnieniem jest to, że dostałem karę za opóźnienie w opłacie. Ale czemu o tym nie widziałem? Co czyni sprawę jeszcze ciekawszą, to droższe ubezpieczenie wykonałem w siedzibie HDI, natomiast tegoroczne (tańsze) u pośrednika...

Jako ciekawostkę dodam, że coraz mniej firm jest skłonna ubezpieczyć autko z takim rocznikiem jak Nissan Cherry. Szansa przejścia do innej firmy ubezpieczeniowej jest w moim przypadku mała. Nawet nie mogę wybrzydzać. A ja jestem przecież idealnym klientem. W przeciągu kilkunastu lat ubezpieczenia nie miałem kolizji z mojej winy, przebieg roczny liczony raczej w setkach kilometrów niż tysiącach i jeszcze moje podejście do samochodu...

skomentuj

2011-05-24Po dwuletniej przerwie

Ponad dwa lata wisienka stała właściwie bez ruchu (przejechała ok. 50km).

Można by podejrzewać, że samochód po tak długiej abstynencji odzwyczaił się od paliwa, że odleżyny ma wszędzie, przewody elektryczne są w stanie wytrzymać najwyżej pół ampera... a tymczasem wisienka na widok właściciela odżyła jak czekający z utęsknieniem na swego pana pies. Czekający z machającym ogonkiem.

Skłamałbym gdybym powiedział, że wystarczyło tylko przekręcić kluczyk, bo akumulator oczywiście nie był zainteresowany rozdawaniem i tak małej energii, ale od czego są znajomi, u których wisienka zimowała (i wiosenkowała i jesienniała i letniła) i ich wspaniałe zapasowe akumulatory. Trochę pokręciłem zanim paliwo dotarło do gaźnika i zapełniło komory spalania. Ale gdy już tam dotarło wisienka ruszyła. Najpierw powoli, potem nieco raźniej. I chwilę potem miałem już 100 na liczniku.

Pierwsze kroki skierowaliśmy do stacji diagnostycznej. Tam miły pan zwrócił uwagę na brak korbki do zakręcania szyby, na luz w łożysku jednego koła i niedziałający kierunkowskaz... i... to wszystko! Przegląd zaliczony! Prawie. Jednak okazało się, że brakuje mi homologacji na zbiornik LPG w bagażniku. Taka homologacja to w firmie STAKO 41PLN i dwa mejle plus dwa dni oczekiwania.

skomentuj